W pułapce smutku

Chciałem odpocząć, złożyć głowę choć na chwil kilka, by dręczenie myśli choć odrobinę zmalało. Walenie głową w mur ma jednak swoje minusy. Jak jednać zasnąć, jak odetchnąć w spokoju, gdy poduszka pali miłosnym wyznaniem, które okazało się fałszywe jak zapach który wciąż jej towarzyszy.
Jak długo jeszcze, ile to potrwa?
Dłużej niż znajdowanie pomysłów na dawanie innym obietnic, na rozchylanie przed innymi wrót tajemnic.
Takie to proste?
Czas teraz płynie inaczej. Bicie zegara nie oznacza już przemijania. Może czas wcale nie mija, tylko trwa zamknięty w nieskończonej pułapce. Raz mrozi się jak lodu bryła, raz wybucha niczym lawy gorącej fale.
Nic nie jest pewne.
Tylko trujący jad smutku rozlewający się po ciele.
Prądu rzeki szaleństwa nie sposób zatrzymać.
Raz płynie powoli łez kroplami,
a raz w toczy swe wody burzliwą krwią.
Pytam się lecz nie pytam.
Dziękuję za odpowiedzi
Słowa innych wypowiedziane.
Braku odwagi brawa bijemy.
Nic nie jest pewne.
Jestem tu i teraz.
Adres wciąż nieznany.
Przechodniem.
W drodze.
Za późno.
Zegar bije
Tik tak
Tak.
Sercu
Światu i chmurom

Szczęście czy świadomość?

Szczęście czy świadomość. Jest taki rysunek Marty Frej, na którym przedstawiona dziewczyna tkwi w swym nierozwiązywalnym dylemacie. Jedno życzenie i rybka złotem obsypana jak bombka na Boże Narodzenie. Błyszczy i kusi. Wybierz… Tylko co?
Szczęście czy świadomość?
W tej zabawie nie ma powrotu do miejsca ostatniego sukcesu.
Szczęście czy świadomość?
Gdzieś mi się ta para porozdzierała. Nie chce zrosnąć na nowo jak szramy na sercu głęboko wyryte.
Szczęście czy świadomość… Tik, tak…
Godzina się zbliża. Czas na zgodę taką w sobie i taką z innymi. Kto tym razem podle zdradzi w godzinę próby?
Szczęście czy świadomość?
Będzie dobrze! – powtarzają jak mantrę, sami za plecami krzyżując palce na szczęście. Dziś trzynastego, niech zdarzy się coś dobrego.
Zamknięty za kratami zdrady, uwięziony w piwnicy niespełnionych obietnic, umieram. Smutek poczernił nie tylko skrzydła, które już ku niebu się nie wzbiją. Miały unosić, a przykrywają jak pośmiertny całun. Znikam.
Tik, tak. Szczęście czy świadomość?
Czy zdołają wprawne ręce uruchomić ten zegar na nowo?
Tik, tak. Szczęście czy świadomość?
Tik, tak.
Tak, Tik.
Tik.

Światło prawdy

Znaków tysiące w opasłych księgach pozamykane
Nie dadzą Ci tyle wiedzy
Co spojrzenie w światło,
Które do życia się budzi.
Tomiska opasłe nie dadzą Ci tyle,
Co oddech ku życiu wypowiedziany.
Wiem co to uderzać głową w mur, płot czy skałę.
Wiem co to szukać miłości tam,
gdzie mrok gasi każdą nadzieję.
Wiem co to szukać sensu,
Wiem co to oddychać czy szukać spokoju
W harmonicznych falach i głowy kołysaniu.
Lecz są chwile gdy milknę.
Błękit oczu karmię
Chmur westchnieniem
Czekać już nie chcę.
Sam ruszę przed siebie,
Gdy bezsilny towarzysz
Zdradził Twoją drogę
I wrócić już nie chce.
Jeszcze tylko dzień, dwa może.
Gdy serce zabije ponownie
W rytm nowego zegara.
Lepiej ruszyć w nieznane,
Niż żebrać.
Choć może…?
Po raz ostatni?

Serce przy sercu

Znów dziś o sercu
Ciało i umysł są ze sobą ściśle powiązane. To najważniejsza myśl koncepcji Alexandra Lowena. Jego analiza bioenergetyczna jest systemem terapeutycznym, który patrzy na osobowość człowieka równocześnie przez pryzmat ciała i umysłu. Wilhelm Reich, nauczyciel Lowena sformułował pojęcie pancerza mięśniowego. To napięcia gromadzone w ciele od wczesnych lat dzieciństwa. Ma chronić przed bolesnymi doświadczeniami emocjonalnymi czy aktami agresji. W ciele zapisują się doświadczenia całego życia,
Ma to jednak wpływ na możliwość przeżywania tu u teraz siebie i innych.
To krótki rys wprowadzający do dzisiejszych refleksji. Zaintersowanych powyższym tematem odsyłamy na tę >>> stronę <<<.
***
Pancerz, który nas miał chronić nie chroni. Pancerz, który miał ratować serce, ciśnie je i niszczy. Nie ma pożytku z pancerza. Odwagi trzeba by go odrzucić. Może z większym ryzykiem ale z większą wolnością i swobodą oddychania. Tylko tak można zasmakować każdej cudownej chwili życia. Choć myślisz, że bliskie to obłędu, bo życie nadmiernie czerpane garściami uderza w skronie, to wiedz, że warto. Życie składa się z zachwytów, przeżywania wciąż na nowo zachwycającej banalności codzienności. Nic innego nie jest ważne, jak to co tu i teraz.
*****
Stali Czytelnicy naszej strony pamiętają doświadczenie jeżyków zwiniętych w kulki i przemykających prędko po naszych plecach. Ten stan niezwykłego poruszenia i ekscytacji pojawił się, gdy dostrzegłem u znajomej z Drużyny Szpiku pewien udostępniony post. Tak poznałem książkę „Kobieta z męskim sercem”. Musiałem poznać tę opowieść. Musiałem poznać jej autorkę. Tak rozpoczęła się moja „litania do schorowanego serca”. Mój zabieg mimo, że spędza mi sen z powiek i dostarcza mi tu, jak widzicie wiele głębokich doświadczeń, jest błahostką wobec tego co się wydarzyło w życiu Pani Adriany. To postać zachwycająca. Pełna wyczuwalnej energii i woli zwycięstwa. Wszędzie jej pełno, dlatego tak bardzo mi z nią po drodze.
Kolejne wezwania o nadzieję dla umierającego serca dostarczają nieskończonej ilości pełnych emocji modlitewnych wezwań.
– Dziecko… Skąd w Tobie tyle siły
To niesamowita kobieta, po kilku zdaniach rozmowy rozgryzła mnie posadziła na metaforycznym krześle, gdzie plany na przyszłość wyglądają znacznie ciekawiej. Kurczę a to niby ja jestem >>> czarodziejem emocji <<<.
– Mamo, jak ja byłem mały, to ty mnie uczyłaś chodzić. Teraz ja ciebie będę uczył
Teraz Pani Adriana Szklarz wróciła już do zdrowia i uczy chodzić przez życie ie tylko z kijkami od nordic walking.
Dziękuję Adriano za inspiracje, za chwile wzruszeń. Całe szczęście, że powtarzane przez Ciebie zdanie: pamiętaj główna bohaterka przeżyła, okazały się być prawdą. Martwiłem się z nią i bałem. Mogłem też z Tobą przeżywać chwile szczęścia.
„Kiedy ktoś przechodzi właśnie przez burzę, twoja cicha obecność jest potężniejsza niż milion pustych słów. Thema Davis
Ten cytat zwarty w książce przypomina mi o nadchodzącej burzy. Wiem, że ją przejdę. Już nie sam jak podczas ostatniej wędrówki. Będzie Twoja obecność, którą z kart książki zabieram do mojego skołatanego serca.
Bo miejsce Serca jest przy Sercu. Dziękuję.

Oczekiwania

Człowiek może Ci powiedzieć miliony pięknych słów, ale kiedy patrzysz na jego zachowanie, to dostajesz wszystkie odpowiedzi.

Chciałbym mieć taką zdolność patrzenia na drugiego człowieka by odkryć jego uczucia i powody czemu się pojawiają takie a nie inne. Łatwo nam przychodzi ocenianie ale to w żadnej relacji nie przynosi zysku.
Forrest Gump mówił: poznasz głupiego po czynach jego. Ale czy to prawda? Każdy z nas jest odrębnym bytem we wszechświecie. Może nie rozumiem, może wchodzę w kontakt z jakimiś moimi oczekiwaniami względem tej osoby, a nie z nią samą?

Czasem to naszymi oczekiwaniami kreujemy świat, którego nie ma. Zafałszowujemy obraz przez nasze myśli tworząc samym sobie nieistniejące obrazy. To pułapka myśli, którą fundujemy sobie nieświadomie. W tym potrzasku rodzą się nasza frustracja, złość i rozczarowanie. To odczucia, które fundujemy sami sobie. Pojawiające się napięcie sprawia, że nie potrafimy być szczęśliwi. Winimy innych ale to my sami sobie fundujemy takie okoliczności.

Empatia, to trochę jak patrzenie na świat cudzymi okularami. Wchodzę w czyjąś głowę i próbuję usprawiedliwić, znaleźć jakieś okoliczności uzasadniające takie, a nie inne zachowania, pojąć z taką łatwością wyrzucane dozgonne deklaracje.
Probowałeś kiedyś ubrać cudze okulary? Czasem to tylko kilka małych dioptrycznych ułamków. Wysilając swe oko widzenie nie sprawia nam żadnego kłopotu. Przez inne przychodzi nam to z trudnością. Są jednak ludzie, którzy nie mają siły by spojrzeć na uczucia innych. Zapatrzeni w siebie czy pozbawieni odwagi?

Szukając czegoś w sieci natknąłem się na koncepcję Hellingera. Różnie oceniana – jako twór pseudonaukowy, wręcz szamański. Czemu jednak nie przyjrzeć się temu co ma do zaoferowania?
Według tej koncepcji czynnikiem patogennym sprowadzającym na ludzi cierpienie jest uwikłanie – nieświadome przejęcie roli czy też losu innego członka rodziny.
„Na przykład bycie mamą swojej mamy. Osoba uwikłana nie żyje w pełni własnym życiem, dokonuje wyborów, wikła się w związki, a nawet choroby, które nigdy nie były jej przeznaczone. Innym patogenem jest pokuta, czyli próba wyrównania swojej lub cudzej, często nieuświadomionej winy poprzez chorobę, cierpienie, wypadek, a czasami nawet samobójstwo. Można się czuć winnym za krzywdy wyrządzone innym, ale również za prezenty otrzymane od losu. Tak jak kobieta, która spędziła całe życie w poczuciu winy, że siostra, której nigdy nie poznała, umarła.”

Czuję to jakoś, oglądam siebie w tym, koreluje w głowie do moich decyzji i zachowań. Trudna to podróż ale wciąż na nowo i pełniej odkrywam siebie.

„Człowiek może Ci powiedzieć miliony pięknych słów, ale kiedy patrzysz na jego zachowanie, to dostajesz wszystkie odpowiedzi.”

Może słowa nie były piękne tylko niezrozumiane właściwie, może zachowanie nie były piękne bo niezrozumiane właściwie?

Anioł Przezroczysty

Moja dusza pachnie Tobą to nazwa fanpage prowadzonego przez Aleksandrę Steć. Któż nie zna jej myśli? Chyba każdy, kto choć odrobinę refleksyjnie przygląda się sobie lub swoim relacjom, musiał trafić na jej fanpage.
Ola to Anioł Przezroczysty. Jej niezwykłej kruchości powłoka przepuszcza całą miłość tego świata. Dlatego czytając jej słowa czułem się jak u siebie, w swoim wymarzonym domu. Z każdym słowem czułem się jak ze swoimi myślami. Jakby u mnie rodziły się, by u niej wykluć się w jeszcze wspanialszej postaci. Kupiłem książkę. Wyjąłem zakreślacz. Nie podkreśliłem nic. Dlaczego? Po co zakreślać każde słowo. Czułem się, jakby bijące się w głowie myśli wyrwały się z niedoli, trafiły do Przezroczystego Anioła, który pytaniom kazał powrócić w odpowiedziach.

„Słowami też można dotknąć duszy. Pogłaskać serce. Sprawić, że z drobnych kawałków na nowo ułożymy całość. Historię o uczuciach zupełnie absurdalnych, ale też absolutnie pięknych”

„Nawet jeśli czułbyś się nierozumiany i zagubiony na tym świecie, to wiedz, że ja Cię zrozumiem. Będę zawsze z Tobą”

Zaufałem, przyjąłem Dar Anioła, słucham Jego do mnie odpowiedzi.

Są na tym świecie cuda. Anioł zadzwonił. Niezwykle zaskakujący początek, który pokazał, że nie warto nikomu odrzucać pochopnie słuchawki. Później śmiech. Zaraźliwy. Pomiędzy spożywczakiem a sklepem z elektroniką siedziałem w samochodzie i chichrałem się pomimo, że nie miałem ku temu okazji przynajmniej dwa tygodnie.

Ola i jej dwaj towarzysze w chorobie jeden od drugiego z większym sercem dla swej Pani w magicznym tercecie tworzący piękne pieśni o miłości.
Trzymając kciuki w mojej sprawie zaśpiewali najpiękniej jak potrafili. Nie udało się. Jestem wdzięczny za obecność w tym trudnym czasie. Jestem Wam wszyscy dobrzy ludzie wdzięczni za to, że wciąż tu jestem.

***

Na koniec znów cytat prosto z Duszy:
Nie chce wierzyć w brak szans. Nie umiem się poddawać. Życie ukształtowało ba tyle silnie mój charakter, że nie wiem jak to jest się poddać. Zawsze wierzę. W siebie, w świat, w cuda. Nie wiem co to znaczy odejść. Szczególnie wtedy, gdy się kocha. Bo jak to tak, że rozdzielą nas dwa światy?

 

Słowa mają moc

Ogromna maszyna w środku sklepu pełnym dziecięcych ubranek przykuła moje oko. Maszyna życia. Creator mundi zszedł pomiędzy śpioszki i kaftaniki. Usiadłem na jego miejscu. Wziąłem do ręki sflaczałe futerka. Wybrałem to w barwie czekolady błyszczącej światłem zachodzącego słońca. Tchnąłem w jego wnętrzności siłę i sens, która miała mu wystarczyć mu na całe życie. Na malutkim skrawku czerwonego kartonika zapisałem swe błogosławieństwo. Ono też miało starczyć na całej życie. Skrycie zaszyty w miniaturowym serduszku dopełnił dzieła tworzenia. Tak powstał pluszowy miś – Józiu, wierny kompan dziecięcej niedoli.
Słowa mają moc. Nie tylko te napisane w misiowym serduszku. Nie tylko te złorzeczenia, które wypalają dziurę w duszy na kilka pokoleń. Czasem nie rozumiemy jak słowa wielki mają ciężar i zbyt pochopnie rzucamy nimi. Rzucamy słowa na wiatr… Unoszą się wtedy bez celu i adresata.
Są też słowa miłości. Niech towarzyszą nie tylko pluszowemu towarzyszowi dziecięcych smutków i łez. Niech dadzą siłę by pokonać wszelkie inne słowa.

Dziennik podróży – 1

Dedykacja przewidywała kilka głębszych oddechów na wznak wypowiadanych. Dla wzmocnienia smaku >>>  „Najgłębsze uzdrowienie” zespołu 432hz. <<< Potężna dawka dźwięku, w odcinających od reszty świata, słuchawkach. Bartkowe kulki pod głową uwalniające kark od sztywności. Zaczynam niesamowitą podróż. Muzyka rozkołysała głowę, która miękko toczy się w nierealnej przestrzeni. Głowa w tańcu zaprasza do muzycznego wiru zbolałą duszę. Unoszą się ręce jakby chciały czerpać z tej kosmicznej energii. Drżą! Przestałem myśleć. Obserwuję jak dziecko z rozdziawioną miną. Co tu się dzieje? Nie mam zamiaru się zastanawiać. Patrzę! Ręce strzepują coś z klatki piersiowej, odpychają mrok otaczający serce. Stawiają opór temu, co złe, Przebiegające przez ciało dreszcze potęgują jeszcze bardziej te niesamowite doznania. Zimny dreszcz uwalnia łzy. Płyną z bezsilności, z potrzeby miłości. Obracam się intuicyjnie do asany w pozycji dziecka. Przez ciało przepływa modlitwa niewypowiedzianych słów, niewyrażonych prósb, nieuświadomionych myśli. Spłynęła… Czuję ciszę. Chce tam wrócić.

Czarny anioł

Czasem przelatuje tu bardzo blisko. W sumie go nigdy nie widziałem ale czuję nieuchwytny niepokój jego obecności.
Musi mi się z ciekawością przyglądać. Czasem odfruwa wysoko, nawet cień jego nie ślimaczy się po ziemi. Czasem zniża lot, wtedy w powietrzu czuć nieprzyjemny chłód. Choćby nie wiem jak bardzo upał topił ziarnka piasku, to chłód i tak się pojawia. Chciałbym wiedzieć gdzie lata, mógłbym wtedy unikać bycia w jego cieniu. To bardzo nieprzyjemne uczucie. Najgorsze jest jednak wtedy, gdy podczas podniebnych popisów muśnie Cię skrzydłem nieostrożnie. Wtedy chłód zmienia się w mroźny oddech śmierci. Kriogeniczna antyterapia. Zatrzymanie w niebycie. Obojętnie gdzie muśnie, pustka wylewa się najpierw na żołądek, wypycha później ku górze wszelkie niestrawione resztki. Czy można czuć nic-nie-ma? Absurdalna to teza, a jednak towarzyszył mi trudny do określenia chłód. Przemykał po ciele spinając ciało. Niczym drzewo chowające się na powrót do nasienia i rozpadające się na moich oczach kurczył mnie całego. Nic-nie-ma i nic już nie jest. Pustka demolująca wszelkie cele i sensy. To co nazwane przestaje mieć już znaczenie.

*****
Dziś małe sprostowanie. Przeżycie, o którym dziś mowa jest niesamowicie autentyczne i trudne. Mimo upływu kilku godzin wciąż jest we mnie żywe. Zazwyczaj to, co tu opisuję wiąże się z obecnością w doświadczeniu innych osób. Dlatego to dzisiejsze wyjaśnienie, by powyższego doświadczenia nikt spośród osób dla mnie ważnych nie wiązał ze swoją osobą i tym bardziej nie brał sobie poczucie nieuzasadnionej odpowiedzialności czy winy.
*****

Skąd się wzięło dzisiejsze tu i teraz. Siedząc sam w pokoju rodziców wyciągnąłem zakupioną dziś książkę. NIE MA Mariusza Szczygła. W sumie nie byłem w stanie przeczytać nic więcej niż dedykację mieszczącą się na początku tej książki. To wtedy się wydarzyło. Przypomniał mi się >>>>>> dawno oglądany film o śmierci piłkarza na boisku <<<<<< ilustrowany rzewną arabskim zawołaniem. To podczas oglądania tego filmu świadomie przeżyłem ten lęk po raz pierwszy.

Nic nie zatrzyma Twojego serca

Dziura w sercu, niby tylko niewielka szczelina, a naprawdę ogromna wyrwa braku okazywanej miłości. Z tą diagnozą szukałem recepty. Chirurdzy mają swoje pomysły. Gdzie jednak recepta na zranioną duszę. Pojechałem na ŻBO. Liczyłem, że dowiem się od Nicka jak sobie radzić z tym, gdy brak Ci czegoś tak ważnego co jest częścią Ciebie.
Tymczasem odpowiedź przyszła nieco wcześniej. To dzięki Łukaszowi Milewskiemu usłyszałem kilka ważnych dla mnie słów.
Zacznijmy od tych wydawać by się mogło najbardziej oczywiste:
Kochać siebie to cenić siebie. To czuć taką wartość siebie, która nie znajduje odbicia w żadnej cenie, nawet tych w dubajskich kurortach. Trudno jest kochać siebie, gdy inni Twoją miłość za nic mają. To jednak nie egoizm, trzeba najpierw pokochać siebie, by z tą miłością na rękach iść do innych ludzi.
Nie trzeba trzymać za rękę tylko za serce – mówił Milewski. Gdy tak jest, to nic a nic już nie jest potrzebne. Tylko serce przy sercu. Serce do serca wyśpiewujące pieśń pełną miłości. Dlatego Nick jest tak szczęśliwy, bo najważniejsze, by ktoś trzymał Cię za serce. Nawet jak się wszystko sypie w maku drobiny najmniejsze.
Łukasz mówił też o strachu. Strach ma spełniać swoją funkcję. Był i zawsze będzie obecny. Jest nieodłączną częścią walki o przetrwanie. Co z nim należy zrobić? Pozwolić mu być. Banał. Nie bój się bać – mówił Milewski. Akceptacja swojego strachu nie jest banałem. Trzeba sobie „pozwolić sobie się bać”. Szaleństwo? „Tylko szaleńcy uratują świat”.

Już dziś możemy sprawić by wokół nas działo się życie bez ograniczeń. Nic nas nie zatrzyma. Nic nie zatrzyma Twojego serca. Nikt!!! Ono ma prawo do dni kolejnych. Do wybijania miarowych kroków szczęścia. Nic nie stanie mu na drodze.
Dziękuję Łukasz za tę wiarę.