Koincydencja

Długo oczekiwana burza wbrew swej naturze przyniosła ukojenie. Pierwsze krople wielkie i odważnie przedzierające się przez chmury dały znak, że wkrótce nadciągnie cały ich oddział. Magnetyzm dziecięcych wspomnień sprawił, że z dawno niespotykaną lekkością wskoczyłem na drewniany stół stojący przed domem. Musiałem przywitać się z nadchodzącym deszczem. Chciałem nacieszyć się nim jak kiedyś. Przymknąłem lekko oczy, uniosłem w górę twarz, by przyjąć przetaczającą się nad wzgórzem energię. Zimne szpilki próbowały mnie zniechęcić zazdrośnie strzegąc swych skarbów. Gdy nie poddałem się, zaufały i podzieliły się wewnątrz skrywanym ciepłem. Uśmiech spełnienia, orgazm dobrych myśli i kwitnące szczęście. Krople deszczu rozpuściły ochronną skorupę. Trwałem w tym szczęściu w poczucie jakiejś niedookreślonej jedności.
Gdzieś na drugim końcu świata ktoś moczył nogi w rwącym deszczowym potoku. Jeszcze gdzieś w tym samym momencie ktoś przeżywa ten sam zachwyt pięknem siły przyrody nad brzegiem ciepłego morza. Ktoś znalazł miłość przytulony do delfiniego dzioba i zatopiony w jego pełnych czułości oczach. Jakby w tym samym momencie, na całym świecie, Nieskończona Siła uchyliła rąbek swej tajemnicy.
Koincydencja zachwytów. Mistyczna chwila uważności. Dzień cudów pełen.

One comment on “Koincydencja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.