Samowystarczalny kaktus

Dawno mnie nie było w domu. Na codzienne oczywistości patrzę teraz świeżym okiem mimo delikatnej mgiełki kurzu snującej się po kątach. Każdy przedmiot na nowo ożywia wspomnienia. Biurko przywalone szpargałami świadczy o tym, że na chwile przerwane życie ma na nowo wypełnić się galopem wskazówek zegara.
Są rzeczy nieruchome. Chrystus na ścianie i ślimaki z oddali kontemplujące słoneczne promienie. I kaktus, ten który przetrwał wszelkie wichury nieuwagi. Wyszczuplał, wyrósł, z pewnością wymężniał. Dał radę, podziwu godne. Tylko siwe kolce jakby nieco większe.
Często się smucę, może nawet za często… jednak zdaję sobie sprawę z tego, że potrafię prosić o pomoc. Trudna chwila to drzwi i serce otwarte dla dobrych ludzi. Z przyjaciółmi można pokonać to, co naprawdę trudne. Wisielczą linę ozdobić chorągiewkami. To bliscy, którzy pokory nie przekuwają w upokorzenie. Można też poradzić sobie samemu. Jednak wtedy rosną kolce. Nie tylko kaktusowi. Gromadząc dla siebie i w sobie, zasklepiające w niesamowitej próbie stajemy się samowystarczalni. Wtedy jednak rosną kolce. Lepiej byś na nie się nie natknął.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.