Martwy punkt

Jak żaglowiec niesiony mocną bryzą ku morzom południa zastyga nieoczekiwanie pozbawiony życiodajnego wiatru, tak i człowiek, który na swej drodze staje w martwym punkcie nie wie co robić dalej. Przecież wiatr wieje zawsze. Dlaczego zabrakło go w tej chwili, gdy był najbardziej oczekiwany? Opadłe żagle, upalne słońce wdzierające się na statek susząc boleśnie pokładowe deski i ogromna niemoc otoczona milionem leniwych fal. Jak drgnąć z miejsca, jak pchnąć powinność do działania? Najprościej by Wielki Poruszyciel tchnął swoje życie i przywrócił do życia, napełnił melodią miłości każde słowo.
Martwy punkt, gdy widać lądu brzegi. Tak boleśnie prezentujący swą władzę. Martwy w swym bezdusznym niezrozumieniu. Punkt, który nie bierze udziału w biegu ku nieskończoności. Martwy punkt oczekiwania na coś, czego nadejście może nigdy już nie nastąpi. Tak boleśnie martwy, że nikt go życiu nie przywróci.
Marynarz w bocianim gnieździe, lekarz karmiący nadzieją, wypatruje choć najmniejszej oznaki tego, że coś się zmieni. Kołysanie fal, bezruch i bezdech. Sen o rejsie do raju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.