Bieguny

życie na biegunach
koń na biegunach
góra dół
przesyt brak
słońce mrok
szczęście rozpacz
radość smutek

radość wielorakość

szczęście odmienności

życie na biegunach

Strata

Dziś jest taki właśnie dzień. Dzień myślenia o stracie.
Zdarza się ona w życiu. Gdy biegamy po życiu czasem coś naprędce cennego mijamy. Nie chcę tego, chce sobie uchronić, niczym drogocenny skarb w zawiniątku pod sercem uchować. Furtek i planów bezpieczeństwa ponad miarę wytworzyć, by tylko straty uniknąć.
Czasem się nie da…
Czasem w misternej pajęczynie planów ratunkowych okazuje się, że już tak naprawdę przeoczyłem. Nie dostrzegłem, bo nie chciałem? Przeoczyłem bo byłem zbyt zajęty sobą? A może to ten plan tak nieudany był?
Strata…
Robi się pusto, czegoś brakuje, oczy wytrzeszczam w tęsknym bezdechu. Promieniująca szarość zamyka oczy. Paskudna czarna dziura chce pochłonąć wszystko. Ona też chyba boi się coś stracić. Nie martw się czarna dziuro, ja też potrafię się Tobą zająć.

Bezradność

Jestem w bezradności, stoję w niej po kolana. Robi się jej więcej. Ruszyć nogą nie mogę, ruszyć ręką nie mogę. Oczy przerażone niemocą rzucają spanikowane iskry.
Można mieć tysiąc rad, a nawet dwa i… nie mieć nic do powiedzenia. Milczenie razem z drugą osobą może mu się czasem bardziej przysłużyć niż papka bezużytecznych wskazówek.
Bezradność. Chęci mnóstwo, tylko czynu brak. Nie z powodu strachu… Tylko z takiej ogromnej niemocy. Otaczającej jak smoła i pętająca wszystkie ruchy. Nic nie możemy czasem tak naprawdę zrobić. Zwyczajnie czasem się nie da. W głowie z prędkością światła tworzą się kolejne rozwiązania, schematy. Tyle, że wszystko nieskuteczne.
Bezradność. Tu i teraz. Obecność ciała, myśli i serca. Poczuj swoją siłę ale poczuj też swoją bezradność. Ona także jest Twoja.

Jestem zawiedziony

Zawiedziony daleko, zaprowadzony na jakiś skraj. Brzeg, po którym nic nie ma. Tylko to, co z tyłu. Pełno żalu i smutku, który niesłusznie wyrósł w miejscu, które mnie otacza.
Zawiedziony znalazłem się w tym miejscu. To nie jest moje miejsce. Kto do cholery mnie tam zawiódł? Kto zawiódł? Ja chcę tu… Wracam…
Teraz już przywiedziony do właściwego miejsca… Nic mnie nie odwiedzie.

Pasja

Dzisiejsze słowo to pasja.
Mój wierny czytelnik strony z wielką wrażliwością po raz drugi obsypał mnie mnóstwem komplementów. Uważnie je czytając dostrzegłem jednak ogromną potrzebę przezacnego Czytelnika, by głowę moją nieco przewietrzyć. Nie w tym znaczeniu, że głupoty gadam ale, że straszny bałagan w tym pisaniu. Coś w tym jest… Prawda, przyznaje. Na usprawiedliwienie może powiem, że wewnątrz mej czaszki procesy dokładnie takowe zachodzą. Czasem niespokojne, częściej niespójne. Skaczą z pomysłu na pomysł nie kończąc myśli. Lekko pędzlem umoczywszy w farbie już biegną ku inne płótna połaci… No zaczyna się, właśnie.
Dobrowolnie zatem sam sobie uzdę zakładam co miejmy nadzieję pędzące w galopie myśli przed niechybną zguba może uratuje. Jednocześnie zapewniam, że metaforyczny przyrząd kagańcem nie jest i myśli nadal bałamutne spotykać będziemy. Tylko niech się tak nie spieszą… Niech sobie odpoczną i w równym rządku do publikacji wychodzą.
Może to właśnie pasja czyni… Zapominamy o wszelkim porządku i zasadach. Dajemy się pochłonąć temu, co daje nam satysfakcję, wytchnienie. To pasja czyni, że czas biegnie wtedy inaczej. Na ogół dziwnie przyspiesza tak bardzo, że mija niepostrzeżenie. Chcemy się pasji oddawać. Choć tak naprawdę to my ją tworzymy i bez naszego udziału ona nie jest już tak istotna. Lubię spotykać takich ludzi. Są pełni energii, z poczuciem ważnej misji nawet jeśli chodzi o niepozorne zbieranie podkładek do piwa. I rzeczywiście są oni niezwykle ważni. Ci niesamowici odmieńcy w jakiś sposób czynią świat ciekawszym, zmieniają go.
Pasja czyni ich spełnionymi, można odnieść wrażenie że czują się w odpowiednim miejscu i czasie. Pasja ma wiele zasług, Ci którzy się jej oddają równie wiele.
***
Żeby jednak było jak zawsze z niezwykłymi zestawieniami skojarzeń, chciałbym teraz przypomnieć, że słowa pasja używamy też w przypadku opisów ostatnich chwil życia Jezusa z Nazaretu. To taka pasja, która odbiera życie. Pochłania bez reszty i nic nie oddaje, prócz ogromu bólu. Nie chcę tu licytować
***
Jest też, za przeproszeniem Państwa: szewska pasja. Zazwyczaj klniemy też jak szewcy. Ciekawe, może dlatego pan Janusz musiał zamknąć zakład. Za mało k… przeklinał! Szewska pasja to synonim mimo wszystko jednak ogromnego zaangażowania. Takiego co to zaślepia na wszystko dookoła i strasznie skupi na jednym. Na skupianiu się na jednym na ogół dobrze się nie wychodzi. A to nie widać łatwiejszych rozwiązań, będących na wyciągnięcie ręki, a to nie widać zagrożenia lub zmieniających się warunków panujących na zewnątrz naszej pasji. Lepiej chyba być już pasjonatem. Kojarzy mi się ta postać raczej z człowiekiem powoli i skrupulatnie dbającym o swe zbiory. I nieważne czy chodzi o to by nie zagnieść rogów drogocennych znaczków, czy o to by biegające stado ślimaków stale miało coś do jedzenia. Ważne by być uważnym na to, co dla mnie ważne.

Odpowiedzialność

To dać właściwą odpowiedź. Taką, która pasuje krople wiosennego deszczu do tęczy nad horyzontem, jak marchewka do groszku. Dać odpowiednie słowo… Bo nie tylko wolno… nie tylko mam prawo sobie pozwolić. Odpowiedź biegnie ku drugiemu, bez niego żyć nie może. Trzeba dbać o drugiego by słowo nie tłukło się po świecie samotne.
Właściwe? Co właściwie jest właściwe? Choć alfabet grecki przyswoiłem to nie stałem się Alfą i Omegą. Raczej małym omikronkiem i nie wiem co jest właściwe. Czasem… właściwie to dość często… popełniam błędy. Mam do tego ludzkie prawo. Szkoda tylko, że o pomyłkach dowiaduje się jako jeden z ostatnich. Wtedy w głowie błyszczy światło, które mówi nie to było właściwe tylko właśnie tamto. Szkoda, że przemądrzalec łaskawie nie chciał zaświecić nieco wcześniej. Chciałbym być oświecony nieco wcześniej. Jestem czujny i coraz bardziej uważny. Może w końcu będę potrafił dać odpowiednią odpowiedź. Tę właściwą.

Wstyd

Miliony oczu mnie śledzą. Bezczelnie i z tupetem mierzą mnie od góry do dołu. Bez skrępowania. Dziwne, bo ja czuje się jakbym był skrępowany milionami lin. Unieruchomione nogi, ręce. Nawet oddech jakby liną przewiązany rwie się w połowie. Bezwstydnie patrzą o tak! Same bez wstydu mi tym wstydem rumieńce malują. Naznaczony, napiętnowany. Chce się już okryć. Nie rumieńcem, Czapką niewidką raczej. 

fot. Gośka

Kamień milowy

Dziś znów o kamieniu, tym razem kamieniu milowym. Zastanawiam się teraz czemu ich tak pełno wokół mnie. Gdy pomyślę… kamień zmian od Agnieszki, siostrzane szepty kamieni i kamienny ślimaczek… Babcia w dzieciństwie przestrzegała bym jadł dużo, bo inaczej trzeba będzie mi kamieni w kieszenie nakłaść by mnie wiatr ku niebu nie uniósł. Mimo ogromnych porcji ziemniaków na talerzu i kamieni w kieszeni portek wyobraźnia często unosiła ku chmurom. Jak się tak szybuje, to ciężko do domu powrócić… A właśnie powróćmy na ziemię.
Kamień milowy dzieli istotnymi wydarzeniami oś czasu. To one wyznaczają momenty przełomowe, chwile dokonywanych zmian. Kamień milowy dzieli drogę na odcinki. Czasem trudno jest wytrwać w drodze do odległego celu. Kamień milowy dzieli ją na mniejsze części, pozwala cieszyć się odnoszonymi sukcesami, tym samym ucząc dostrzegania tego co w samej drodze jest niezwykle cenne. Bywa, że cenniejsze niż to, co czeka u jego kresu. A może jest i tak, że radość doznawana na samy końcu drogi jest tylko dlatego możliwa, że nauczyliśmy się czegoś po drodze.
Jak się ma do mojej wędrówki? Warto stawiać sobie samemu po drodze takie milowe kamienie. Nie oglądać się wstecz, nie cofać ale rozkoszować się każdą chwilą, każdą chwilą małego sukcesu.

poWstanie

Słowo podniosłe. PODNIOSŁE… Nie można przy tym słowie wygodnie się rozsiedzieć rozkoszując się codziennością, nie da się usiedzieć przy nim w miejscu, trzeba się podnieść i powstać. Zanim coś powstanie nie można być obojętnym. Powstanie wyzywa by porzucić bylejakość i obojętność. Trzeba zaangażowania. Powstanie, to niezwykle rewolucyjne słowo. Każdy zasługuje na powstanie. Nie takie pośród wojennej gehenny ale takie, które jest niezwykle rewolucyjne i wiele zmienia w moim życiu. Każe powstać i wyruszyć. Nic już nie będzie takie samo.
I jeszcze dziś kilka słów z wywiadu z ks. Bonieckim:
Tam, gdzie rozbiję swój Namiot, jestem w domu. Kiedy się przeprowadzę, znów będę w domu. To doświadczenie uważam za dobrodziejstwo. Wolność od złudzenia stałego domu na tym świecie. (…) Trzeba mieć duszę koczownika. Rozstawiam namiot, jutro go zwijam, idę dalej… Wtedy też nie da się mieć za wiele rzeczy.