Pracują wciąż we mnie warsztaty, na których miałem przyjemność być w połowie września. Pracuje też we mnie słowo „wstyd” – będące motywem przewodnim zajęć warsztatowych. Refleksjami psychologicznymi dzielę się na swoim instaprofilu psychologicznym. Tu jednak o metaforach, o uczuciach… Gdy w trakcie swego wystąpienia Jay Lewin mówił o doświadczeniu wczesnodziecięcego wstydu, poczułem w żołądku dziwnie znany ból, a zarazem tak trudny do nazwania. W ciele poczułem zaproszenie do zwinięcia się w pół. To dawało chwilową ulgę, potrzeba zwijania się pozostała. Miałem wtedy ochotę zwinąć się w maleńki kłębek i w ten sposób uchronić się przed nadchodzącym zagrożeniem porzucenia, smutku i samotności. Zamknięte oczy, ciało zwinięte jak ślimak w swej muszli doświadczało jakiegoś pierwotnego wstydu. Poczułem się, jakbym doświadczał odwrotnego przebiegu czasu. Jak piękna i bogata piwonia, która składa się z powrotem w nabrzmiałą zieloną kulkę, a której przepiękne barwne płatki posłusznie zwijają się i w jakiś niepojęty sposób składają się w coś tak małego. Wstyd jak odwrócone koło życia. Jak człowiek, który chciałby na nowo wrócić do łona swej matki. Tam otoczony miłością i ciepłem, po nic nie musiał sięgać, na nic się narażać, tylko w swej kulistej postaci zarażać siebie samego nieuchronnym istnieniem.
Lubię zwracać uwagę na etymologię słów, na pierwotną intuicję tworzących się pojęć i znaczeń. Najpierw więc zacytuję:
„słowo wstyd pochodzi z prasłowiańskiego rdzenia *studъ/*stydъ, tego samego, od którego wzięły się takie słowa jak “zimno”, “chłód”, “stygnąć”, “ostygnąć”, “wystudzić”. Prefiks “w-” (z prasłowiańskiego “vъ-“) dołączył się do tego rdzenia, dając formę “wstyd”.
Ciekawy jest tu związek semantyczny: prasłowianie kojarzyli uczucie wstydu z odczuciem chłodu lub zimna — podobnie jak dziś mówimy “zimno mi się zrobiło” czy “krew mi zastygła w żyłach” w kontekście silnych, nieprzyjemnych emocji. Ten sam prasłowiański rdzeń dał też rosyjskie “стыд” (styd — wstyd) i “студить” (studit’ — chłodzić).
Ślad tego pokrewieństwa widać zresztą we współczesnej polszczyźnie w wyrażeniach typu “zimny wstyd” czy w skojarzeniu wstydu z “oblewaniem się rumieńcem” jako reakcją ciała — pierwotnie chodziło raczej o dreszcz/chłód niż o gorąco.
Dlatego się zwijam? Mróz wstydu owładnął każdy skrawek ciała? Czego się wstydzę? Nie wiem, nie mam prawa pamiętać. Czuję jednak całym ciałem zwijającego się czasu ku niewinności płodu.
Słyszę syknięcie. Ciche ostrzeżenie pełne złości i agresji. Syk o braku akceptacji. Jak syk węża z rajskiego ogrodu, który Adamowi i Ewie obwieszcza zawstydzenie.
Przerażająca cisza.
Czasu nie da się cofnąć? Nie można go inaczej przeżyć?
Syknięcie
